Nie cierpię remontów. To już pisałam nie raz. Ale teraz już nie cierpię jbardzo. Mam dość, jestem zmęczona, zniechęcona, wkurzona. Wychwalałam swojego pana remonciarza wprawdzie ale widać obliczony jest na pracę do 6 tygodni. Potem gwałtownie spada mu tempo. Na szczęście , jakimś cudem, udało nam się już wprowadzić. Od poniedziałku wielkanocnego jesteśmy u siebie. Wprawdzie w kurzu, na kartonach ale we własnych czterech ścianach. Moja biedna mama, która przyjechała na święta, cały weekend pomagała nam sprzątać, Jot nosił pudła, ja dzielnie układałam co się dało...Niestety jest jeszcze kupa pracy. Pan remonciarz codziennie się melduje i wykańcza...nie tylko to czego nie zrobił ale przede wszystkim mnie. Mam ochotę go zamordować. Grzebie się z pierdołami co doprowadza mnie do rozpaczy. Nie mogę sobie nic posprzątać na tip top bo codziennie zasypuje mnie gipsem...Z utęsknieniem czekam też na szafę. Jednak powoli nas widać i to jest najważniejsze. Niestety ja przez to całe zamieszanie nieco opadłam z sił. Po wczorajszej wizycie u lekarza dostałam nakaz leżenia- pojawiło się małe rozwarcie:( na szczęście nie muszę leżeć plackiem , ale pan doktor kazał mi już naprawdę odpuścić sprzątanie i tym podobne prace..łatwo mówić:( Za to chłopaki czują się świetnie. Ważą już ok 1400 g i zaczęli nieźle mi dokuczać. Noce są koszmarne. Nie jestem w stanie samodzielnie odwrócić się na bok, wszystko boli i ugniata. Rzeczywiście jest mi już dość upiornie...a tu dobrze by było wytrwać jeszcze 7 tygodni...
Najbardziej jednak stresuje mnie fakt, że wciąż trwa remont, mam nakaz leżenia a ja nie mam nic gotowe:( Na szczęście mamusia zaopatrzyła mnie we wszystkie najważniejsze sprzęty; wózek, foteliki, łóżeczka, ciuszki , butelki itd,ale teraz trzeba to jakoś poukładać, ogarnąć, parę rzeczy dokupić...marudzę co?
No marudzę bo jestem wykończona całym tym zamieszaniem ostatnich tygodni. Ale jeszcze chwilka i będę naprawdę mogła w spokoju czekać na moje Twixy....
Najbardziej jednak stresuje mnie fakt, że wciąż trwa remont, mam nakaz leżenia a ja nie mam nic gotowe:( Na szczęście mamusia zaopatrzyła mnie we wszystkie najważniejsze sprzęty; wózek, foteliki, łóżeczka, ciuszki , butelki itd,ale teraz trzeba to jakoś poukładać, ogarnąć, parę rzeczy dokupić...marudzę co?
No marudzę bo jestem wykończona całym tym zamieszaniem ostatnich tygodni. Ale jeszcze chwilka i będę naprawdę mogła w spokoju czekać na moje Twixy....




