czwartek, 28 kwietnia 2011

45. Wykończona...

Nie cierpię remontów. To już pisałam nie raz. Ale teraz już nie cierpię jbardzo. Mam dość, jestem zmęczona, zniechęcona, wkurzona. Wychwalałam swojego pana remonciarza wprawdzie ale widać obliczony jest na pracę do 6 tygodni. Potem gwałtownie spada mu tempo. Na szczęście , jakimś cudem, udało nam się już wprowadzić. Od poniedziałku wielkanocnego jesteśmy u siebie. Wprawdzie w kurzu, na kartonach ale we własnych czterech ścianach. Moja biedna mama, która przyjechała na święta, cały weekend pomagała nam sprzątać, Jot nosił pudła, ja dzielnie układałam co się dało...Niestety jest jeszcze kupa pracy. Pan remonciarz codziennie się melduje i wykańcza...nie tylko to czego nie zrobił ale przede wszystkim mnie. Mam ochotę go zamordować. Grzebie się z pierdołami co doprowadza mnie do rozpaczy. Nie mogę sobie nic posprzątać na tip top bo codziennie zasypuje mnie gipsem...Z utęsknieniem czekam też na szafę. Jednak powoli nas widać i to jest najważniejsze. Niestety ja przez to całe zamieszanie nieco opadłam z sił. Po wczorajszej wizycie u lekarza dostałam nakaz leżenia- pojawiło się małe rozwarcie:( na szczęście nie muszę leżeć plackiem , ale pan doktor kazał mi już naprawdę odpuścić sprzątanie i tym podobne prace..łatwo mówić:( Za to chłopaki czują się świetnie. Ważą już ok 1400 g i zaczęli nieźle mi dokuczać. Noce są koszmarne. Nie jestem w stanie samodzielnie odwrócić się na bok, wszystko boli i ugniata. Rzeczywiście jest mi już dość upiornie...a tu dobrze by było wytrwać jeszcze 7 tygodni...
Najbardziej jednak stresuje mnie fakt, że wciąż trwa remont, mam nakaz leżenia a ja nie mam nic gotowe:( Na szczęście mamusia zaopatrzyła mnie we wszystkie najważniejsze sprzęty; wózek, foteliki, łóżeczka, ciuszki , butelki itd,ale teraz trzeba to jakoś poukładać, ogarnąć, parę rzeczy dokupić...marudzę co?
No marudzę bo jestem wykończona całym tym zamieszaniem ostatnich tygodni. Ale jeszcze chwilka i będę naprawdę mogła w spokoju czekać na moje Twixy....

piątek, 8 kwietnia 2011

44. Brzuchol...

Obiecałam już dawno, ale przez remontowe zamieszanie mam dość ograniczony dostęp do komputera i internetu. W końcu jednak udało mi się obrobić parę fotek więc wrzucam na pożarcie:)))
Oto 17 tydzień ciąży:



Tu już 19 tydzień z Twixami:
21 tygodni:


Obecnie mamy już 26 tydzień ale nie mam aktualnego zdjęcia brzuchola. Mam za to kilka fotek z 24 tygodnia:


Rośniemy jak na drożdżach co?:)

środa, 6 kwietnia 2011

43. Cukiereczek...

Czas leci jak szalony. Sama w to nie wierzę, ale Twixy mają już 26 tygodni!!!! Pan doktor mówi, że za jakieś 6-8 tygodni będą już mogły bezpiecznie przyjść na świat jeśli bardzo będą chciały. Jednak ja zakazałam im pojawiać się na świecie wcześniej niż w połowie czerwca. Mam na głowie jeszcze parę egzaminów więc nie mają wyjścia i muszą słuchać matki:) Chłopaki rosną jak na drożdżach i ważą już ponad 900 g i są praktycznie równi. Niestety ta imponująca masa wynika troszkę, z faktu, że zaczął mi skakać cukier. Dostałam glukometr i 6 razy dziennie się kłuję. Upierdliwe to bardzo ale cóż. Póki co kontroluję wyniki i mam trzymać dietę, która wcale mi się nie podoba. Słodycze i wszelkie węglowodany odpadają. Owoce także nie są najlepsze. i to nie podoba mi się najbardziej! Na razie nie potrafię tego ogarnąć, przerasta mnie to kombinowanie z jedzeniem. Nie wiem co można, czego nie ...ale pewnie i tego będzie trzeba się nauczyć. Nie ja pierwsze i nie ostatnia.
Poza uciążliwością cukrową, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Ja też czuję się nie najgorzej, choć momentami bywa już ciężkawo. Najbardziej wkurzające jest to , że zrobiłam się taka nieporadna. Brzuch jest ogromniasty i zaczął mi przeszkadzać. Do tego jak panowie się obudzą, to wyglądam jakbym miała w środku obcego. Cały balon faluje i podskakuje- oczywiście ku radości i uciesze otoczenia , które widząc to natychmiast przykłada łapki do brzucha. W każdym razie źle nie jest choć bywa już upierdliwie.
Z frontu remontowego:
Remont dalej trwa ....wrrr ....chociaż światełko w tunelu jest bo spec obiecał, że 15 kwietnia opuszcza nas. Yeahh!!! Mogę spać na podłodze nawet - byleby już u siebie. Ale marudzić nie będę, bo już widzę jak ładnie będzie. Niestety kasa też topnieje i trzeba będzie kilka rzeczy odłożyć na później. Za to mam prześliczną i przecudną szczotkę do kibelka oraz mydelniczkę:))) jeszcze tylko 10 dni i będziemy u siebie:))))