czwartek, 18 sierpnia 2011

67. Ciężarówka dotarła do celu...

Wiem, wiem...obiecałam pisać. Nawet nie chodzi o czas, chociaż przy Twixach mam go jakby "troszkę" mniej...Od pierwszego posta na tym blogu minęło dokładnie 9 miesięcy...Ciężarówka dojechała do celu. Wprawdzie wcześniej niż było zaplanowane ale metę mamy już za sobą. Ładunek wypakowany więc blog się zdezaktualizował, a jego formuła, jak na mój gust, wyczerpała. Nie ma już ciężarówki, ani trójpaku, a po jeździe bez trzymanki został jedynie brzuchol ( mam nadzieję, że wreszcie zniknie) i dwa, przesłodkie Twixy...Ale bez obaw. Obiecałam więc słowa dotrzymuję. Zmieniam tylko adres i wkrótce zapraszam na Blog Twixowy. Jednocześnie chciałam podziękować za wszystkie kciuki, słowa pocieszenia kiedy bywało ciężko, za wsparcie, przytulanie, maile...Ten blog dał mi duuuużo siły. Pozwolił się wygadać , wywalić wszystko co leżało na duszy...a że przy okazji prawie 19 tys. razy ktoś te wypociny przeczytał...szok! Że też się Wam chciało:)))) Wielkie dzięki!W każdym bądź razie- Ciężarówka zostaje odstawiona do garażu. Teraz będzie pamiątką po szczególnym czasie w moim życiu...Teraz czas na nowy etap. Etap Trójmatki:) Na deser kilka aktualnych zdjęć :)


Wojtuś ( aktualna waga 5020 g!)


Marek ( aktualnie 4620 g)

no i na koniec sama Ciężarówka z ładunkiem:)))



W przyszłym tygodniu obiecuję zamieścić mapkę dojazdową do Twixowego Bloga:)))


wtorek, 12 lipca 2011

65. Uczymy się siebie...

Mijają dwa tygodnie od kiedy jesteśmy w domu. Chłopcy rosną jak na drożdżach. Zważyłam ich na takiej domowej wadze i wygląda na to, że mają już po ok. 2,8 kg a wciąż są mniejsi od Młodej gdy ta się urodziła… wydawała mi się wtedy taka maleńka:) . Jeszcze chwilka i wariant z układaniem ich w poprzek łóżeczka będzie niemożliwy ale mimo wszystko nadal będą spać w jednym. Miejsca mają dużo i nie ukrywam jest to bardzo wygodne dla nas. Zwłaszcza w nocy, chociaż wtedy niekiedy myli mi się który był karmiony a który nie:) Ale to szczegół do wyszkolenia.


Panowie mają po 3 tygodnie i już widać ich charakterki. Wojtuś nadal jest praktycznie bezobsługowy. Najedzony i przewinięty, śpi jak aniołek. Ma już niedługie chwile czuwania w ciągu dnia. Wtedy zazwyczaj leży sobie i obserwuje otoczenie. Prawie wcale nie płacze i nie marudzi. Dziecko wprost idealne.



Natomiast Marek, najwidoczniej postanowił udowodnić nam, że bycie rodzicami noworodków nie może być bułką z masłem. Od kilku dni ewidentnie nas tresuje. Budzi się co godzinę, a przy tym krzyczy wniebogłosy. W ciągu dnia ( wtedy kiedy Wojtuś czuwa) zwykle odsypia nockę.


Nie jest więc łatwo. W ciągu dnia staram się synchronizować godziny karmienia i obaj jedzą jednocześnie. Niestety z uwagi na skomplikowanie całej operacji, takie karmienie możliwe jest tylko w warunkach domowych, bez gości i zbędnej widowni. Niezbędny okazał się rogal, który ratował mi też życie pod koniec ciąży. Owijam się nim, chłopaków kładę po obu stronach i jedziemy z koksem:) Może nie wygląda to zbyt sexsi, ale ma ogromny plus. Akcja jedzenie trwa nie godzinę a 20-30 minut i obaj panowie zasypiają „prawie” jednocześnie ( chyba , że Marek akurat postanowi inaczej:)).


Niestety w nocy nie wychodzi mi to jeszcze. Jakoś łatwiej mi wziąć jednego i karmić na leżąco ( i pół śpiąco). Niestety nie jest to rozsądne. Zasypiam razem z karmionym Twixem i kiedy drugi mnie budzi, nie wiem czy ten pierwszy zasnął bo się najadł, czy zasnął bo mu wypadła pierś z buzi…I w zasadzie od godziny 3-4 w nocy karmię non stop, wymieniając tylko dzieci. Totalny bezsens i najprostsza droga do wykończenia się. Dlatego dziś postanowiłam się zdyscyplinować i wprowadzam synchronizację nocną. W przeciwnym razie nadal nie będę spała. Oczywiście najprościej byłoby wprowadzić karmienie sztuczne i zaangażować w nocy Jot ale póki mam pokarm nie wybaczyłabym sobie odstawienia chłopaków od piersi. Jest to dość męczące dla mnie ale jednak i wygodne ( cyc jest zawsze ze mną:) ) i opłacalne z ekonomicznego punktu widzenia. Zatem pozostaje mi jednak spiąć tyłek i poświęcić kilka nocy na zsynchronizowanie chłopaków. Kolejna sprawa to moja dieta. Dotychczas jadłam wszystko na co miałam ochotę. Postanowiłam, że nie dam się zwariować tak jak dwanaście lat temu , kiedy to zeschizowana dietą matki karmiącej, straciłam przytomność, bo okazało się, że w zasadzie nic nie jem i nie piję poza wodą i rosołem. Tym razem jednak poszłam w drugą stronę i po wczorajszej nocy już wiem, że np. kukurydza gotowana i sos tzatziki nie służy noworodkom:) Podobnie wiśnie i śliwki. Jedna noc wrzasku i już wiem, że jednak dietę trzymać trzeba:) Ale mimo wszystko nie zamierzam być tak restrykcyjna jak kiedyś. Po prostu muszę uważać na to co jem i obserwować chłopaków. Zdrowy rozsądek to podstawa. Póki co zrezygnuję jednak ze wszystkich wydymaczy ( fasolka, kapusta, śliwki , kukurydza itd.) i zobaczymy jak będzie.

No i jak zwykle czas snu twixowego się skończył, a chciałam napisać jeszcze o pierwszych wizytach u specjalistów ( a czeka nas aż dziewięciu!). No ale to już chyba innym razem…tym czasem wrzucam świeżutkie, obiecane fotki chłopaczków.

Wojtuś jak zwykle śpi:)

A oto jeszcze jedno zastosowanie rogala do karmienia:)

A to już sam miód:)



sobota, 2 lipca 2011

64. Nareszcie w domku...

Od poniedziałku jesteśmy w domku i to w komplecie. Wojtuś spiął się mocno i dogonił ( jeśli nie przegonił) Marka więc mogliśmy opuścić szpital wszyscy razem. Chłopcy są tak mali, że prawie utopili się w swoich ubrankach, a w fotelikach samochodowych to ciężko było ich dostrzec:) Transfer ze szpitala przebiegł niemal bez zakłóceń a przed mieszkaniem czekała na nas miła niespodzianka przygotowana prze babcię Grażynkę:


Chłopcy są bardzo spokojni i w zasadzie ( przynajmniej na razie) bezobsługowi. Do szczęścia mojego i ich, wystarcza na dobrą sprawę sucha pieluszka, cyc i duuuuużo snu. Ja wciąż jestem mocno osłabiona- 7 tygodni leżenia w szpitalu + zmęczenie + laktacja robią swoje, ale tak jak chłopcy, każdą wolną chwilę wykorzystuję na sen. Powoli dochodzę do siebie...z przewagą powoli:)
Okazuje się też, że Twixy są tak malutkie , że nie dość że nie potrzeba na razie drugiego łóżeczka to wystarcza im raptem połowa tego co mamy:) Śpią sobie przytuleni, w poprzek.




No i niestety nie popiszę więcej bo właśnie Mareczek zaczyna mruczeć. Wrzucam tym czasem kilka zdjęć i liczę, że uda mi się jeszcze czasem coś tu napisać:))) Dziękuję też wszystkim za wsparcie, kciuki i gratulacje! Przydały się, zwłaszcza w pierwszych dniach po porodzie, kiedy sytuacja nie była różowa.


Wojtuś- spokojniejszy od brata, delikatny, wyważony. Budzi się żeby jeść, zjada, żeby spać:)


Marek, wiercipięta, obserwator. Jedzenie traktuje jako okazję do przytulania się a nie zaspokojenia apetytu. Notorycznie dostaje czkawki:)))