Dziś mi wcale nie do śmiechu. To co dziś usłyszałam sprawiło, że jestem w totalnym szoku. Nie potrafię sobie z tym poradzić, jestem przerażona i zupełnie zagubiona....
Spotkałam znajomą. Jej córka, równolatka i koleżanka mojej Młodej ze szkoły, w poniedziałek jak zwykle wracała po zakończonych lekcjach do domu. Mieszka zaledwie dwie ulice dalej. Dzielnica spokojna i zdawałoby się, że bezpieczna. Początkowo szła z koleżankami, a potem skręciła już sama w swoją uliczkę. Była jakieś 300 metrów od bramy gdy nagle jakiś skurwysyn wyskoczył z samochodu i wciągnął ją do środka. Mała nawet nie zdążyła krzyknąć, w pobliżu akurat nikogo nie było. Wykorzystał sytuację...być może jechał spod szkoły za dzieckiem...Na szczęście zanim ten zwyrodnialec wsiadł za kierownicę, dziewczynce udało się otworzyć drugie drzwi i uciec. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić co by było, do czego mogło dojść gdyby te drzwi były zamknięte, albo gdyby facet uśpił ją np. eterem. Nikt by nawet nie wiedział co się stało. Nie wiem jak sobie poradzić z tym. Co się dzieje??? Boję się teraz Młodą puścić gdziekolwiek samą, chociaż to już przecież duża pannica. Powrót ze szkoły, która jest raptem dwie ulice od domu wydawał mi się bezpieczny. Wpadłam w totalną paranoję zwłaszcza, że kilka tygodni temu słyszałam o podobnym zdarzeniu- porwano dziewczynkę w dużym centrum handlowym. Znalazła się ale...miała wyciętą nerkę. Na jakim świecie żyjemy???? Jak uchronić nasze dzieci przed takimi zdarzeniami???
Jestem zagubiona....
**** Ufff na szczęście historia o porwaniu w markecie to tzw. " urban story"- tutaj można przeczytać więcej. No ale historia ze szkoły mojej córki jest niestety zupełnie prawdziwa:(((
Spotkałam znajomą. Jej córka, równolatka i koleżanka mojej Młodej ze szkoły, w poniedziałek jak zwykle wracała po zakończonych lekcjach do domu. Mieszka zaledwie dwie ulice dalej. Dzielnica spokojna i zdawałoby się, że bezpieczna. Początkowo szła z koleżankami, a potem skręciła już sama w swoją uliczkę. Była jakieś 300 metrów od bramy gdy nagle jakiś skurwysyn wyskoczył z samochodu i wciągnął ją do środka. Mała nawet nie zdążyła krzyknąć, w pobliżu akurat nikogo nie było. Wykorzystał sytuację...być może jechał spod szkoły za dzieckiem...Na szczęście zanim ten zwyrodnialec wsiadł za kierownicę, dziewczynce udało się otworzyć drugie drzwi i uciec. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić co by było, do czego mogło dojść gdyby te drzwi były zamknięte, albo gdyby facet uśpił ją np. eterem. Nikt by nawet nie wiedział co się stało. Nie wiem jak sobie poradzić z tym. Co się dzieje??? Boję się teraz Młodą puścić gdziekolwiek samą, chociaż to już przecież duża pannica. Powrót ze szkoły, która jest raptem dwie ulice od domu wydawał mi się bezpieczny. Wpadłam w totalną paranoję zwłaszcza, że kilka tygodni temu słyszałam o podobnym zdarzeniu- porwano dziewczynkę w dużym centrum handlowym. Znalazła się ale...miała wyciętą nerkę. Na jakim świecie żyjemy???? Jak uchronić nasze dzieci przed takimi zdarzeniami???
Jestem zagubiona....
**** Ufff na szczęście historia o porwaniu w markecie to tzw. " urban story"- tutaj można przeczytać więcej. No ale historia ze szkoły mojej córki jest niestety zupełnie prawdziwa:(((
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz:)))