Przygotowania do remontu w toku. Już większość rzeczy mamy w kartonach. Nawet nie jest tego tak dużo jak się wydawało. Mimo wszystko przepustowość przedpokoju zmniejszyła się znacznie bo po obu stronach stoją, jeden na drugim pudła. Jot wynosi je od tygodnia, ale coś kiepsko mu idzie. A ja mu ciągle dostawiam nowe graty. Można powiedzieć, że w kwestii zbiórki kartonów stałam się okolicznym hurtownikiem:) Wszystkie osiedlowe sklepiki zbierają dla nas pudła po makaronach, winach, płatkach śniadaniowych itd. Niemniej muszę przyznać, że takie pakowanie poza mnóstwem minusów ( upierdliwe to bardzo, czasochłonne i powodujące nieustanne rozterki w kwestii wyboru: zostawić czy wyrzucić), ma także całkiem sporo plusów. Dzięki całej akcji udało mi się chociażby zwrócić kilka książek ich właścicielom. Niektórzy to nawet zapomnieli, że byli kiedykolwiek w posiadaniu literatury przeze mnie oddawanej. Znalazła się też wypożyczona w 1998 roku z biblioteki książka "Portret Doriana Grey'a". W środku kartka z upomnieniem. Kartka jest z roku 1999 roku, a kara na kwotę 5,28 zł za przetrzymanie. Nie wiem co zrobić z tą książką. Obawiam się, że po 11 latach wysokość kary znacznie przerośnie zakup nowego egzemplarza. Postanawiam wrzucić książkę do skrzynki pocztowej biblioteki. Wstyd obywatelski nie pozwala mi zwrócić jej w tradycyjny sposób. Dorzucam jeszcze parę tytułów w ramach przeprosin. W kolejnych szpargałach odnajdują się też dokumenty, których poszukiwałam jakiś rok temu, parę ważnych notatek, "skradziona" karta do bankomatu i kilka innych, ciekawych drobiazgów. Jednak nic nie przebije dzisiejszego znaleziska. Otóż postanowiliśmy wywieźć rowery do piwnicy znajomych. W naszej musimy zrobić miejsce na kartony i meble z mieszkania. Przed wyjazdem wrzucam do torby na bagażniku parę drobiazgów i okazuje się, że tym samym odnajduję od kilku miesięcy poszukiwaną przez mnie całą, pierwszą serię płyt DVD z Dr Housem. Leżą sobie spokojnie w torbie od sierpnia, kiedy to odebrałam je od cioci. Najwidoczniej nie wyjęłam ich nigdy:))) Dlatego teraz i w tym miejscu, przepraszam wszystkich znajomych , których po cichu oskarżałam za podprowadzenie filmów, za to że nie wierzyłam w zapewnienia , że nawet nie wiedzą o jakie płyty mi chodzi. Jestem gamoń , pierdoła i już.
*** w kwestii zmagań ciążowych: nadal dręczy mnie ten cholerny pęcherz. Mam skierowanie do urologa by wykonać dokładniejszą diagnostykę. Najprawdopodobniej nie urodziłam kamyczka , tylko siedzi sobie w pęcherzu o podrażnia powodując takie a nie inne upierdliwości. No i sprawa druga: Twixy dają znać o sobie. Wieczorem, po kolacji zaczynają lekko pukać. Zwłaszcza ten lewy i większy demonstruje swoją obecność. Poza tym i kolejnym kilogramem na plusie ( piątym już prawie) nowości brak.
*** w kwestii zmagań ciążowych: nadal dręczy mnie ten cholerny pęcherz. Mam skierowanie do urologa by wykonać dokładniejszą diagnostykę. Najprawdopodobniej nie urodziłam kamyczka , tylko siedzi sobie w pęcherzu o podrażnia powodując takie a nie inne upierdliwości. No i sprawa druga: Twixy dają znać o sobie. Wieczorem, po kolacji zaczynają lekko pukać. Zwłaszcza ten lewy i większy demonstruje swoją obecność. Poza tym i kolejnym kilogramem na plusie ( piątym już prawie) nowości brak.
Wspaniały blog - czyta się jednym tchem :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i życzę dużo zdrówka dla rodzinki i sił dla dzielnej przyszłej potrójnej mamusi :)
No to odsapnelam, ze jednak sie Hous znalazl. Juz zaczelam podejrzewac, ze to jednak go wam nie oddalam a gdzies upchnelam i zapomnialam. Uff Ale widac, ze zapominanie jest cecha rodzinna :) Pozdrowka Ma
OdpowiedzUsuń