sobota, 8 stycznia 2011

26. Mistrzowstwa w oszczędzaniu...

Planujemy remont. To znaczy planujemy go od 11 lat ale bliźniaki sprawiły, że musimy wreszcie te plany zrealizować. Na dzień dzisiejszy nie ma szans na zmianę mieszkania, więc musimy troszkę przerobić to co mamy. Może za dwa , trzy lata uda się wyprowadzić ale póki co musimy nasze skromne progi doprowadzić do porządku. Wprawdzie miejsca nam od tego remontu nie przybędzie ale będzie ładniej, wygodniej i bardziej praktycznie.. Ogólny zamysł remontu jest taki, że nie robimy cudów wianków bo i tak chcemy się stąd wyprowadzić. Poza tym fundusze mamy bardzo, bardzo ograniczone. Generalnie trzeba przerobić łazienkę i kuchnię i odświeżyć pokoje. Od tygodnia robimy symulacje cenowe. Niestety dodatkowych pieniędzy na które liczyłam nie uda nam się załatwić. Jak na złość z naszych obliczeń z uporem maniaka wychodzi , że dokładnie tej kwoty nam zabraknie:( Nasz budżet jest za mały o jakieś 10 tysięcy:( No ale nie poddajemy się. Zaopatrzeni w miarkę , ołówki, zeszycik ruszamy na podbój marketów i hurtowni budowlanych. Nie mamy w zasadzie pojęcia co teraz jest w modzie, jakie ceny, jakich producentów wybrać. Koleżanki z pracy, które są po remontach rzucają nazwami kolekcji kafli, drzwi, płytek niczym sprzedawczynie z Castoramy. Czuję się jak remontowy debil. Czas to zmienić...no i zweryfikować nasze plany i oczekiwania, bo brakujące 10 tysięcy to jednak spora kwota. Na początek jedna z największych i najbardziej znanych hurtowni we Wrocławiu. Po markach samochodów na parkingu przeczuwam, że ceny w środku są poza naszymi możliwościami. Oglądamy tysiące kafli, płytek, dekorów. Po godzinie udaje nam się znaleźć kilku faworytów w nawet przystępnej cenie. Ale już cała reszta jak wanny, kibelki, baterie...niestety kompletnie nie nasz pułap cenowy. Uderzamy do marketu budowlanego. No i tam jest znacznie lepiej. Cały czas powtarzamy sobie , że nie robimy remontu na całe życie tylko na 2 -3 lata. Do czasu zanim nie uda nam się zamienić mieszkania na większe. W markecie okazuje się, że można znaleźć ładne umywalki za niewiele ponad 100 zł, baterie za 150. Nie trzeba wydawać milionów. No fakt może nie wytrwają 10 lat. Ale w naszym przypadku nie ma to znaczenia. Po zapoznaniu się z ofertą spłuczek podtynkowych typu Geberit ( dobra jestem w te klocki co? :) stwierdzamy, że w zasadzie nasz kibelek jest bardzo ładny i nie trzeba go wymieniać. Tym sposobem zaoszczędzamy ok. 1000 zł. W następnym sklepie uznajemy, że również nasza kuchenka gazowa jest jeszcze ekstra i mimo, że chcielibyśmy mieć płytę grzewczą z osobnym piekarnikiem, postanawiamy zostać przy dotychczasowym rozwiązaniu. Okap Whirpoola też ma przecież tylko 6 lat i wcale nie jest zniszczony. Wymaga tylko czyszczenia. Kolejny 1200 zł w kieszeni za sprzęt do kuchni. W kolejnym sklepie z zaplanowanych desek podłogowych do pokoju za 89 zł za metr schodzimy do paneli dębowych w cenie 31,80 za metr. W samochodzie stwierdzamy jeszcze, że w zasadzie nasze drzwi wejściowe też nie muszą być wymieniane od razu więc kolejne 1000- 1500 zł zostaje. Po 6 godzinach zwiedzania sklepów, hurtowni i marketów budowlanych okazuje się, że weryfikując nasze projekty zaoszczędzimy jakieś 3500zł. Jak mantrę powtarzamy, że jak byśmy nie zrobili tego remontu i tak będzie ładniej i lepiej niż teraz. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że udało nam się znaleźć kompromis i to bez żadnych sprzeczek. Uf teraz już brakuje nam tylko 6 tysięcy... zawsze to mniej niż 10 tysięcy:)

2 komentarze:

  1. No widzisz, to juz o 1000 euro mniej. Tak trzymac, moze jeszcze gdzies sie cos zmniejszy :)Bedzie dobrze, dacie rade, wierze w Was :) Ma

    OdpowiedzUsuń
  2. noo :) oby tak dalej :)
    buziaki dla Waszej paki :*:*
    M&M:*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz:)))