piątek, 13 maja 2011

50. Amba zjadła posta...a ja inkubuję

Od wczoraj nie miałam dostępu do mojego bloga. Teraz udało mi się zalogować ale widzę, że znikł mi ostatni post...nie podoba mi się to wcale. Poczekam może się odnajdzie gdzieś...W każdym razie dziś było dalsze kucie łazienki. Pan remonciarz naprawił rurkę i czekamy czy mur zacznie schnąć...mam nadzieję, że to już koniec niespodzianek bo niestety skończyły się żarty. Dziś byłam u lekarza. Szyjka znów się skróciła i dostałam leki abym za szybko nie urodziła. Na szczęście nie jest tak źle i do szpitala nie muszę się kłaść ale trzeba się już na poważnie położyć i wspomóc farmakologią. Biorę Fenoterol po którym mam telepawkę, drżenia, kołatanie serca i inne atrakcje oraz Isoptin aby tym atrakcjom jakoś zapobiec choćby minimalnie. Jestem po kilku dawkach i powiem szczerze, że tragedii nie ma a brzuch zdecydowanie miększy. Leżę karnie więc choć wcale nie jest mi wygodnie...jakoś wolę siedzieć no ale trudno. Na szczęście wczoraj poprasowałam wszystkie rzeczy dla maluchów, poukładałam. Dziś dokupiłam parę drobiazgów do szpitala, zrobiłam listę co jeszcze trzeba kupić i inkubuję:) Cóż, czas na męża i córkę. Ciekawe jak się spiszą:)
Póki co mój brzuch z profilu:)))





Jest co dźwigać prawda?:)

1 komentarz:

  1. ooo dawno mnie nie było a tu takie piękne fotki :) rewelka :) no masz co dźwigać :) ale przecież to są takie słodkie kilogramy :)

    Fenoterol łykałam na szczęście tylko 2 tyg ale to był kosmos :P z trudem utrzymywałam łyżkę z zupą :P no ale czego się nie robi dla zdrowia dzieciaczków :)

    Buziaki :* i wytrwałości :*
    M&M:*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz:)))