poniedziałek, 9 maja 2011

48.Oswajanie przestrzeni...

Pan remonciarz mimo obietnic nie przyszedł i nie zadzwonił... ja w ramach "świętokrowienia" postanowiłam nie przejmować się tym i zleciłam Jot by to on zadzwonił i "coś" ustalił. Sądzę więc, że już więcej pana remonciarza nie ujrzę bo w zależności od tego co nastąpi jutro, albo się przestraszy i będzie się bał mojego Jot, albo nie odezwie się nadal bo mój Jot zwyczajnie do niego nie zadzwoni. Na szczęście mam to już gdzieś. Woda w kibelku spływa, plama na elewacji jakby troszkę mniejsza i wysycha więc postanowiłam nieco wyluzować. Niestety fuga na kaflach w przedpokoju wykrusza się niezmiennie , ale tym też nie mam zamiaru się przejmować...i tak mi się te kafle nie podobają, więc jakby co założymy sobie panele albo wykładzinę. Ostatecznie nie wypłaciliśmy remonciarzowi 500 zł - najwyżej coś wykombinujemy. Za to od wczoraj mam szafę!!! Piękną, ogromną, wysoką do samiuteńkiego sufitu, szafę!!! Nawet z moim wielim brzuchem mogłabym do niej wejść cała. W związku z tym udało mi się poukładać jakoś wszystkie rzeczy w środku i od razu ładniej się zrobiło. Jutro zabieram się wreszcie za segregowanie ubrań i sprzętów dla Twixów. Mieszkanko powoli zaczyna wyglądać. To prawda, że każdą przestrzeń trzeba oswoić. Tylko potrzeba do tego kasy albo czasu....czasu trochę jeszcze mam więc nie powinno być źle. Chłopaki od kilku dni dały mi wreszcie chwilkę wytchnienia. Poukładali się jakoś bardziej sensownie dzięki czemu nie latam jak oszalała do toalety, przeszła mi zgaga i mogę lepiej oddychać. Za to wojują ostro i wyraźnie jest im już trochę ciasno, bo rozpychają się jakby chcieli wyjść. No ale to akurat da się przeżyć... Koniec końców może jakimś cudem wyrobimy się z przygotowaniem wszystkiego na ich przyjście na świat.
ps. w ramach "opieki nad ciężarną" kupiłam sobie dzisiaj koszulkę i szlafroczek do szpitala oraz mini szampon...zatem 1/10 torby spakowana:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz:)))