środa, 22 grudnia 2010

19. Poszalały...

Umawiam się z dziewczynami z liceum ( kiedy to było?) na ploty. Mo właśnie przyjechała z Japonii, Fasola z Londynu. Jest jeszcze trzecia z naszej ekipy szkolnej- Berni, ale w tym roku święta spędza w Finlandii, gdzie wyjechała kilka lat temu. Tylko ja od urodzenia tkwię we Wrocławiu. Ba, nawet adresu nie zmieniłam. Laski zjeżdżają na święta do rodzin więc absolutnie takiej okazji przegapić nie można. Umawiamy się obowiązkowo! Dajemy jeszcze znać ludziom klasy ale standardowo: praca, wyjazd, dzieci...Nie potrafię tego pojąć. Też pracuję, mam dziecko, inne zajęcia, święta za pasem, ale spotkania przegapić nie mogę. Ile godzin przegadałyśmy w ogólniaku, ile łez razem wylałyśmy..ach wzięło mnie na sentymenty. Zresztą być może to nasze ostatnie spotkanie przed przerwą. Po urodzeniu bliźniaków pewnie nie będzie to łatwe:) Spotykamy się w knajpie - spełnieniu marzeń naszej koleżanki z ogólniaka. Fajnie jej wyszło. Jest klimat, fajna muzyczka. I co najważniejsze, my jesteśmy. Oczywiście z uwagi na moją ciążę zajmujemy część dla niepalących ( kocham ludzi , którzy ustanowili o zakazie palenia w lokalach). Jest jak za dawnych czasów. Plotkujemy, obgadujemy naszych kolegów i koleżanki. Fasola zdradza nam, że też jest w ciąży. Od tej pory imprezujemy już nie w cztery tylko w siódemkę. My i nasza trójka nienarodzonych dzieci ( tudzież, jak to pieszczotliwie mówi Fasola: zygot). Wypijamy za to. Pocieszamy się nawzajem, że na pewno świetnie sobie damy radę, że będzie cudownie:) Wspominamy dawne czasy, nasze miłości, nasze dramaty. Nic się nie zmieniłyśmy. W zasadzie to trzeba przyznać, że nawet czas dla nas jest łaskawy ,bo poza paroma kilogramami do przodu ( co nie dotyczy Mo, bo ta od kiedy pamiętam marzy by utyć:) i kilkoma zmarszczkami , nie wiele się posunęłyśmy. Nadal piękne, mądre i skromne:))) Balujemy do północy. Było super. Jak kiedyś. Z jedną , małą różnicą. Kiedyś przy okazji takich posiedzeń wypijałyśmy przynajmniej po 4 piwa, 2 drinki i wypalałyśmy po paczce fajek. Bilans naszej imprezy: 6 herbat, 3 tosty, cola, paluszki chipsy:) No to poszalałyśmy:P

1 komentarz:

  1. a ja dziękuje za ten wpis, teraz mnie wzięło na wspominki i sentymenty...
    U mnie to nieuniknione. Może nie każdy lubi i ceni ten stan ducha? Wtedy łatwo powiedzieć nie, bo "praca, dzieci itp". Na mnie - melancholiczkę - zawsze możesz liczyć, toż to pokarm dla mej duszy! ;P
    Sciskam - Mo :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz:)))