No nie ma tak dobrze. Jutro wigilia. Czas zebrać się w garść i jednak ruszyć do pracy. Wprawdzie system zarządzania świątecznego zadziałał doskonale i generalnie mam wszystko co trzeba, jednak bez sprawnego systemu operacyjnego nie ruszę z miejsca. No i niestety wychodzi, że ten system operacyjny to ja. Trzeba wszystkie działania zintegrować. Aktualnie mam totalnie zawaloną kuchnię jakimiś torbami, miskami i garnkami. Zaprawione mięsiwa na obiadek świąteczny, prezenty kupione...ale trzeba to wszystko teraz jakoś ogarnąć. Młoda mi wycięła numer i zatruła się czymś. Całą noc wymiotowała więc mimo wcześniejszego szyderczego planu nie mam sumienia ruszać jej z łóżka w celu zaprzęgnięcia do roboty. Jot w pracy więc jego pomoc też odpada. Teściowa i mama przyjeżdżają w dniu wigilii więc ich udział raczej ograniczy się do obrania ziemniaków i nakrycia do stołu. Chyba nie ma wyjścia. I tak udało mi się dość długo udawać, że święta daleko. A i wymówki żadnej nie mam. Czuję się zaskakująco dobrze. Wczoraj byłam u lekarza i wygląda na to ,że bliźniaki mają się też całkiem nieźle. Nie mam nawet maleńkich mdłości. No to teraz jestem w lesie..i nawet dzisiaj mam wrażenie że jest to już nie tylko las a cała Puszcza Kampinoska.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz:)))